Pierwsze pokolenie polskich przedsiębiorców budowało firmy w czasach, kiedy trzeba było umieć zrobić wszystko samemu. Dziś wielu z tych właścicieli stoi przed pytaniem, którego przez lata nie musieli sobie zadawać: co stanie się z firmą, kiedy mnie już w niej nie będzie? – mówi Iwona Borawska, specjalistka ds. skalowania biznesu, founderka i CEO The Process®, interim managerka i doradczyni biznesowa.
W latach 90. wystarczyła czasami dobra branża, odwaga i telefon stacjonarny. Przedsiębiorcy budowali firmy od zera. Sami sprzedawali, zatrudniali, negocjowali, pilnowali pieniędzy i gasili pożary. Przez lata ten model działał. Problem w tym, że firma może dorosnąć, a sposób jej prowadzenia niekoniecznie.
– Wielu właścicieli zbudowało firmy, które świetnie działają dzięki ich doświadczeniu. Teraz pojawia się pytanie, czy zbudowali również firmy, które będą świetnie działały bez ich doświadczenia – mówi Iwona Borawska.
Firma może być świetna i jednocześnie trudna do przekazania
To jeden z paradoksów przedsiębiorczości. Właściciel może mieć świetny produkt, wiernych klientów, doświadczony zespół i stabilne przychody. A jednak firma może być bardzo trudna do przejęcia. Dlaczego? Bo właściciel jest jej pamięcią, relacją z klientami, głównym negocjatorem i osobą, która wie, co zrobić w sytuacji, której nie opisuje żadna procedura. – Jeżeli właściciel mówi: „przecież wszyscy wiedzą, jak to działa”, warto sprawdzić, kto konkretnie jest tym „wszyscy”. Bardzo często okazuje się,
że odpowiedź brzmi: „ja” – zauważa ekspertka. Największym problemem może być to, czego nie widać w bilansie. Wartość firmy nie mieści się wyłącznie w aktywach. To również ludzie, relacje z klientami, sposób pracy, marka, know-how, dane, procesy i zdolność organizacji do generowania wyniku bez ciągłej obecności jednej osoby. Jeśli tego nie ma, kupujący może zobaczyć przede wszystkim ryzyko. A ryzyko wpływa na decyzję o przejęciu i jego warunki.
Gdy dzieci nie chcą przejąć firmy…
To kolejny temat, o którym przedsiębiorcy często rozmawiają zbyt późno. Dziecko może nie chcieć prowadzić rodzinnego biznesu. Może pracować w zupełnie innej branży. Może mieć własną firmę. Może też nie mieć kompetencji lub zwyczajnie nie czuć potrzeby kontynuowania dzieła rodziców. – Sukcesja nie powinna być obowiązkiem dziecka. Jeżeli następne pokolenie nie chce prowadzić firmy, trzeba mieć plan B. A najlepiej również plan C – mówi Iwona Borawska. Planem może być sprzedaż firmy, wykup menedżerski, przejęcie przez pracowników albo inny model własnościowy. Każdy z nich wymaga przygotowania.
Czy da się jeszcze uratować takie firmy?
Tak postawione pytanie brzmi dramatycznie, ale problem jest bardziej praktyczny niż katastroficzny. Firmę można przygotowywać do zmiany właściciela krok po kroku. Najpierw trzeba zobaczyć, co rzeczywiście zależy od właściciela. Potem przekazać część odpowiedzialności. Uporządkować procesy. Zbudować kadrę menedżerską. Uporządkować finanse i dane. Rozłożyć relacje z klientami na więcej osób. I przede wszystkim przestać odkładać temat. – Najgorszy moment na rozpoczęcie przygotowań do sukcesji to dzień, w którym właściciel mówi: „muszę już odejść”. Wtedy nie przygotowujemy firmy do zmiany. Próbujemy ratować sytuację – mówi ekspertka.
Polska firma wreszcie musi dorosnąć
Dojrzałość biznesu nie polega na tym, że właściciel ma mniej pracy. Polega na tym, że organizacja ma więcej własnych kompetencji, a decyzje mogą być podejmowane również bez właściciela. Wiedza jest dostępna, klienci mają relacje z firmą, a nie wyłącznie z jej założycielem, a zespół menedżerski potrafi prowadzić biznes. – Przez lata sukcesem było stworzenie firmy. Teraz dla wielu przedsiębiorców sukcesem będzie stworzenie firmy, która potrafi przeżyć zmianę właściciela. To zupełnie inny etap przedsiębiorczości– podsumowuje Iwona Borawska.
Być może właśnie teraz polski biznes zaczyna najważniejszą lekcję dorosłości. Nie chodzi już tylko o to, jak zbudować firmę. Chodzi o to, jak zbudować firmę, która będzie miała życie również po swoim założycielu.

